Briançon

Do Briançon jeździmy głównie po zioła prowansalskie (jakkolwiek idiotycznie to brzmi) oraz żeby się ochłodzić. Bo kiedy u mojej siostry nie da się oddychać z powodu gorąca, to tam jest nieco lżej… Nie jestem pewna, co oznacza: „Położone 1167-2540 m n.p.m. ” i chyba wolę tego nie zgłębiać… Wystarczy mi świadomość, że wysoko. Wprawdzie przejazd przez tunel, a potem podróż oplatającymi skały nitkami jest dla mnie mocnym wrażeniem, ale naprawdę wartym wytrzymania.

Pierwsze, z czym kojarzy się Briançon , to siedemnastowieczna cytadela Vaubana, czyli otoczona murami część miasta. Nie będę się tu silić na wykład historyczny – znacznie lepiej robią to inni, choćby tutaj: http://navtur.pl/place/show/2445,briancon . Zresztą uprzedzałam: nasze zwiedzanie zdecydowanie nie jest typowe i nie może być dla nikogo wzorem 😉 Ale twierdza tak dominuje nad resztą miasta, że trudno na czymś innym skupić uwagę. Reszta jest tylko dodatkiem.

Stare miasto wygląda jakby było wepchnięte pomiędzy mury. Uliczki są nieprawdopodobnie wąskie, a domy sprawiają wrażenie ciasno upakowanych dekoracji teatralnych. To wszystko jest, prawdę mówiąc, nieco klaustrofobiczne.

Jak ja jeżdżę do Briançon po zioła prowansalskie, tak moja siostra: na crêpe i po mydło marsylskie.

[mam nadzieję, że ostatnie zdanie zabrzmiało odpowiednio snobistycznie]

Z crêpe zawsze jest cyrk, bo w żadnej, ale to absolutnie żadnej crêperie nie mówią w innym języku, niż francuski.

[jasne, jesteśmy upośledzeni językowo, ale nie dało rady ani po włosku (granica z Włochami: 15 km), ani po angielsku, hiszpańsku, rosyjsku ni niemiecku – a podobno jesteśmy w miejscowości turystycznej…]

Natomiast mydło marsylskie można kupić w drogerii, zwanej tu salonem.

Salon l’Occitane. Wchodzimy do środka, szukając mydełek. Key, Niki, Eve, BB i ja. Obsługuje nas młody chłopak, który słysząc, że Eve pyta o coś po włosku, odpowiada w tym języku.

Key jest zachwycona. „Och, jaka to rzadkość, że Francuz mówi po włosku! Gdzie się nauczyłeś?”. Chłopak odpowiada po włosku, że w szkole. Mieli wymianę z miasteczkiem po drugiej stronie granicy. No i moja siostra, pełna zachwytu, wypala do mnie (po polsku): „No proszę, proszę… Briançon zmierza ku Europie. Może po polsku też potrafisz?”.

A on na to: „Oczywiście. Moja dziewczyna jest Polką i kazała mi się nauczyć…”.

3 Comments

Dodaj komentarz