Kraków

Nie mam pojęcia jak to się stało, że moi znudzeni San Gimignano i Bari synowie nigdy nie byli w Krakowie… Trzeba było to niedopatrzenie nadrobić, a okazja nadarzyła się w drodze do Budapesztu.

Na dość pobieżne obejrzenie Grodu Kraka mieliśmy jedno popołudnie, ale od czegoś trzeba zacząć!

Zatem Kraków. Wawel. Smok. Sukiennice. I spotkanie z internetowymi znajomymi…

Tak, to prawda: przed chwilą zapytałam czy wiedzą, co to za zamek jest za nimi…
Zaczęliśmy od rozgrzewki…
A potem już spokojnie poszliśmy z Makówką i Tetrykiem zwiedzać Sukiennice i Bazylikę.

Z przyzwoitości pominę porównanie Sukiennic do Padwy i od razu przejdę do ich zawartości. Oparliśmy się pokusie zakupu dzwoneczków, drewnianych szachów, wianków krakowskich (o których marzyłam w dzieciństwie), bliżej nieokreślonych suwenirów dla turystów, ciupag, bursztynowych korali (koralowych też), serwisów Bolesławca i obrusów. Zatrzymało mnie przed kolorowymi kieliszkami z rżniętego kryształu.

Madre ma kilka takich kieliszków po Babci Toli. Gdzieś na moim poddaszu leżą cztery, starannie zapakowane, po Babci Hali. Są czymś w rodzaju starej rodzinnej pamiątki, wyciąganej na specjalne okazje. Byłam przekonana, że występują wyłącznie jako relikt przeszłości. Coś w rodzaju Świętego Graala.
A tu proszę!

Tego dnia wystarczyło nam sił już wyłącznie na relaks w kawiarnianym ogródku (bo moi synowie uwielbiają kawiarniane ogródki) oraz lody.

I tak jakoś wyszło, że trafiliśmy na jagodowe lody u Argasińskich…

Do hotelu wracaliśmy przez wzgórze wawelskie. Było za późno na zwiedzanie wnętrz – trzeba będzie wrócić. Obejrzeliśmy sobie dziedziniec i Smoka. Niestety nie ział. To znaczy: nie ział wtedy, gdy mieliśmy gotowe do strzału aparaty.

Ranek zastał nas w nie najlepszej kondycji. Wprawdzie hotel był OK, bo i pokój ładny, i łazienka przestronna, i łóżka niezmiernie wygodne, jednak w nocy odkryliśmy jeden minus. Jeden, ale kluczowy. Przeciwpożarowe drzwi na klatkę schodową bez spowalniacza.
Całą noc podrywało nas na równe nogi walenie tymi drzwiami przez wracających z nocnych wycieczek turystów. Nie zmrużyliśmy oka.
Poszliśmy zwiedzać Kazimierz…

Tymczasem BlueBoy postanowił urozmaicić wycieczkę do Krakowa… wystawą robotów lego…

Nasz pobyt w Krakowie powoli dobiegał końca. Jeszcze piwo z Tetrykiem i ruszyliśmy na obiad. Chcieliśmy zjeść coś normalnego, domowego – żadnych steków z frytkami i hamburgerów. Po drodze do Smakołyków zajrzeliśmy na dziedziniec Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

DO NOTESU

B&B HOTEL KRAKÓW CENTRUM
https://www.hotelbb.pl/pl/krakow?gclid=Cj0KCQjwyLDpBRCxARIsAEENsrJ0iusjXnMtew2Bksu21od1e6fO9Es6hk6TS2IKrUl07wUDw7uNDdEaAmWFEALw_wcB
rewelacyjnie położony hotel: zarówno Wawel, Stare Miasto jak i Kazimierz w zasięgu krótkiego spaceru; parking podziemny, uprzejma i pomocna obsługa, śniadania bufetowe
mieliśmy rodzinny, czteroosobowy pokój (co dla nas bardzo ważne, a nie wszędzie dostępne) z wygodną łazienką

BAZYLIKA MARIACKA
http://mariacki.com/
jeden z najsłynniejszych gotyckich kościołów w Polsce, z wieżą hejnałową (czy ktoś jeszcze słucha w południe hejnału z wieży mariackiej?), imponującym sklepieniem gwiaździstym, polichromią Jana Matejki i słynnym ołtarzem Wita Stwosza https://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%82tarz_Wita_Stwosza_w_Krakowie

CAFE ART
RESTAURANT&CAFE
http://cafeart.cba.pl/Cafe_Art/Start.html
siedzieliśmy w ogródku, muzyka grała, piwo dobre, frytki OK, obsługa miła i pomocna

ARGASIŃSCY
http://www.argasinscy.pl/
tradycyjne lody, również jagodowe 😉

RESTAURACJA SMAKOŁYKI
http://www.smakolyki.eu/
domowa kuchnia, od poniedziałku do piątku zestaw dnia w bardzo przystępnej cenie

2 Comments

Dodaj komentarz