Gdynia Orłowo

Pogoda nam średnio sprzyjała, więc rozwiązawszy problem, jaki zaistniał po niefortunnym spotkaniu bluzy BlueBoya z mewą, udaliśmy się na wycieczkę do Orłowa. Wprawdzie chmury wisiały nad nami ołowiane, ale spacer udał nam się znakomicie.

Molo było pustawe. Restauracja z cudownymi rybami – niezatłoczona i na dodatek z miejscem na przeszklonej werandzie. Spacer po plaży – niezwykle przyjemny. Pełen relaks.

Wszystkim spodobał się domek Żeromskiego, w którym można było obejrzeć film i powstaniu Gdyni oraz zjeść domowe ciasta w małej kawiarni.

Gdybym miała taki domek nad morzem, to też bym pisała książki… Chyba, żeby mi mewy nerwy zszargały budząc o czwartek w nocy…

Dodaj komentarz