Marina w Port Frejus

Przez kilka lat Kuba męczył o Francję, więc kiedy nadarzyła się okazja w postaci wakacyjnego mieszkania przyjaciół Angeli, nie mieliśmy wyboru.

Uciekliśmy do Port Frejus zaraz po ślubie Key, zostawiając rodzinę na dalszym zacieśnianiu więzów. I natychmiast po przyjeździe Kuba urządził gigantyczną awanturę, bo… telewizja była nastawiona na włoskie kanały…

Na pocieszenie zostały nam fajerwerki i żaglówki.

Prawdę mówiąc niewiele poza nimi zasługuje na wspomnienie.

2 Comments

    1. Jo.

      Żartujesz? Zapomniałeś jaki tam był hałas? Że chodziłeś do toalety pograć na nintendo?!

      Ale naleśniki były OK, to fakt. I fajerwerki też 🙂

Dodaj komentarz