Cascina Paraccia

Na ogół w Piemoncie zatrzymywaliśmy się u Key. Poza tym jednym rokiem, kiedy jej dom wyglądał jak ofiara trzęsienia ziemi, po której przeleciało tornado.

W zasadzie chodziło tylko o rozbudowę domu… Znacznie przeciągniętą… Tak po włosku, o dobre trzy miesiące. Po przyjeździe zastaliśmy sterty gruzu poniewierające się dosłownie wszędzie, pokryte grubą warstwą pyłu meble, wystające z włączników kable i szczelnie otulające dom metalowe rusztowania… Key z jadowitą satysfakcją ulokowała nas w pobliskim pensjonacie…

Cascina Paraccia jest usytuowana na sąsiednim wzgórzu. Zaraz za lokalnym ośrodkiem sportowym skręca się w niepozorną uliczkę i jedzie wyżej i wyżej, mijając po drodze wysypane żwirem dróżki z napisem „strada privata”. Na samym szczycie wzgórza, po pokonaniu kolejnego zakrętu i szlabanu z ostrzeżeniem, żeby go nie przekraczać bez potrzeby, wjeżdżamy na dziedziniec osiemnastowiecznej posiadłości, będącej obecnie obiektem agroturystycznym.

Właścicielka, Signora Franca, wygląda jak moja świętej pamięci Teściowa – nawet mówi w taki sam sposób, więc przeżywamy pierwszy szok. Drugi przychodzi niemal natychmiast. „Tu na dole mieszka rodzina. Proszę nie hałasować.”. Zanim zdążymy zapytać o godziny powrotu i ciszy nocnej (a korci mnie o kwestię korzystania w nocy z toalety…), pada ostrzeżenie: ” I nie wolno otwierać okien.”

Jest to coś nowego, zatem usiłujemy dowiedzieć się przez Key, o co chodzi.

– No nie otwierajcie okien, bo tu są te… no co latają…
– Komary?
– Nie tam komary, te żółte…
– Na litość boską! OSY???
– Jakie tam osy… No szerszenie latają…

Nasz apartament składa się z dwóch sypialni, saloniku, dwóch łazienek i małej kuchni. Można zamówić śniadanie, ale my korzystamy tylko z noclegu, bo większość dnia spędzamy z rodziną, a na śniadania jeździmy do Giaveno.

Signora Franca znacznie zyskuje przy bliższym poznaniu. Następnego dnia rano ucinamy sobie bardzo przyjemną, włosko-angielską pogawędkę. Zatrzymaliśmy się tu tylko na chwilę i dom oglądamy głównie z podwórka, ale myślę, że warto go wpisać na listę.

Cascina Paraccia

GDZIEŚ TAM mieszka moja siostra.

Jak widać wszystkie nasze dzieci były wprost zachwycone pozowaniem do corocznego zdjęcia.

7 Comments

  1. Quackie

    A dlaczego z jadowitą satysfakcją??? Taką się zwykle ma, jak się komuś coś udowodniło (albo chce udowodnić) – co i komu chciała udowodnić Key?

    1. Jo.

      A i owszem.
      Jadowita satysfakcja (niezwykle pasująca charakterem do szerszeni, że tak na marginesie zauważę) odnosiła się do wielokrotnych uwag typu: „Ste, moim zdaniem trzeba ich pogonić do roboty, bo nie wydaje mi się, żeby skończyli przed przyjazdem mojej siostry.”.
      Tak z grubsza.

Dodaj komentarz